Top tusze

Tak, mam cztery otwarte tusze w swojej kosmetyczce. Tak, wszystkich używam. Być może to dla niektórych z Was dziwne, większość normalnych dziewczyn ma jeden, zazwyczaj też swój ulubiony tusz do rzęs. Ale wiecie co? Ja nie mogę się zdecydować. Każdy z moich perełek jest inny, daje inne wykończenie, dlatego używam ich zamiennie, w zależności od tego, na co mam ochotę. Dziś pokaże Wam moje cztery ukochane tusze do rzęs, prawdopodobnie znajdziecie coś dla siebie, zapraszam!

The One Volume Blast Mascara, to bardzo fajny, przydatny tusz. Jego największy plus to precyzyjna sylikonowa szczoteczka. Mała, wąska szczoteczka dociera do samej nasady rzęs, mogę wytuszować je od początku do końca. Z dużymi szczoteczkami często mam taki problem, że nie mieszczą mi się w oku, haha. Nawet jak dotrę do nasady, to ostatecznie przegrywam wojnę z takim tuszem, ponieważ wtedy brudzę sobie górną powiekę. Dlatego ta szczoteczka jest idealna, jeśli chce mieć rzęsy podkreślone po całości! 

Tusz The One No Compromise to dobry tusz nad wodę lub gorące dni lub ewentualnie na dni, w których mogę się poryczeć. Tusz ten jest wodoodporny i jego szczoteczka jest już z naturalnego włosia. Jest dosyć spora, więc już nie tak precyzyjna. Na oczach daje efekt naturalny, nie skleja, nie kruszy się i naprawdę, żadna woda go nie ruszy. Często z takimi tuszami jest problem, bo trudno je zmyć, ale nie tutaj. Woda nie robi na nim wrażenia, jednak jeśli potraktujemy oczy ciepła woda i je potrzemy, to tusz bardzo przyjemnie się roluje i w tym przypadku nie potrzeba nawet płynu micelarnego. Z ręką na sercu!

Tusz Colourbox Fat Lash to najtańszy tusz w mojej kolekcji, ale również wyjątkowy. Co w nim jest takiego? Jest naprawdę mocno pogrubiający, jak sama nazwa wskazuję. Niestety trochę te rzęsy skleja, ale ja lubię taki efekt, więc mi to nie przeszkadza. Tusz również się nie kruszy i tym razem znowu mamy do czynienia z sylikonową szczoteczką. Oprócz tego, że bardzo mocno pogrubia, to jeszcze jest naprawdę intensywnie czarny. W nim widać taką naprawdę głęboką czerń, głębszą niż w innych.

Tusz The One Lash Transformer to jest tusz naprawdę wyjątkowy. To, co w nim naprawdę bardzo cenię, to to, że dociera do każdej, najmniejszej rzęsy. Nagle tych rzęs robi się miliony, to naprawdę w nim lubię. Nie wydłuża jakoś cudownie, nie pogrubia też, ale za to sprawia, że nasze oczy są szerokie, otwarte. Na oczach mamy po prostu pełny wachlarz. Wygląda to bardzo naturalnie i pięknie. Uwielbiam ten efekt całym sercem i bardzo mogę Wam ten tusz polecić. Tutaj mamy szczoteczkę naturalną, jak widzicie też trochę postrzępioną, te włoski żyją własnym życiem.

 

Jakie są Wasz ulubione tusze? Dajcie znać w komentarzu!

udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *